Siódme Nie kradnij
2013-12-22 12:29
 Oceń wpis
   

Artykuł o kuglarskich sztuczkach i żonglowaniu finansami publicznymi autorstwa Petera Boettke, profesora ekonomii i filozofii na George Mason University, a także szefa F.A. Hayek Program for Advanced Study in Philosophy, Politics, and Economics w Mercatus Center.

Henry Hazlitt w Ekonomii w jednej lekcji stwierdził, iż Spośród wszystkich nauk znanych człowiekowi właśnie ekonomia najbardziej roi się od błędów. To nie przypadek. Wystarczyłyby już wewnętrzne trudności samego przedmiotu, ale po tysiąckroć pomnaża je działanie czynnika, który nie odgrywa roli w na przykład fizyce, matematyce, czy medycynie jest nim specjalne zaangażowanie ze strony egoistycznych interesów[1].

Hazlitt, który co do zasady po prostu uaktualnił pracę Frédérica Bastiata Co widać i czego nie widać, zdefiniował złego ekonomistę jako tego, który widzi tylko bezpośrednie konsekwencje proponowanego kierunku polityki; dobry ekonomista spogląda także na konsekwencje dalsze i pośrednie[2].

W normalnie funkcjonującej gospodarce, grupy interesu mają silne bodźce, by wspierać złych ekonomistów, by wyciągać korzyści z proponowanych przez nich kierunków polityki. W czasach kryzysu gospodarczego koncentracja korzyści i rozpraszanie kosztów stają się jeszcze bardziej wyraziste. Jak ujął to Hazlitt, emocjonalne podejście do ekonomii zrodziło wiele teorii, których nie sposób uzasadnić na gruncie logicznego i jasnego rozumowania.

Skoncentrujmy się na toczącej się obecnie dyskusji o wydatkach publicznych i długu. To stricte ekonomiczne zagadnienie wywołuje silne emocje i niewiele uważnej analizy ekonomicznej, podgrzewa jedynie temperaturę dyskusji, zamiast przynosić praktyczne rozwiązania. To nic nowego. W styczniu 1935 r. Hazlitt opublikował na łamach New York Times artykuł The Road to Recovery: Spending or Saving, w którym uczciwie przytoczył argumenty obu stron debaty. Dla współczesnego czytelnika dyskusja ta zabrzmi dziwnie znajomo.

Wydatki rządowe, postrzegane były wówczas (podobnie obecnie) jako źródło natychmiastowych i bezpośrednich korzyści. Jeśli rząd nie będzie wydawał więcej, ludzie będą mieli mniej pieniędzy na zakupy; sklepy będą musiały ograniczyć sprzedaż, ryzykując wypadnięcie z rynku; jeśli tak się stanie, ludzie stracą pracę, a jeśli nie będą zarabiać, nie będą mieli pieniędzy, etc., etc.

Wydający pieniądze podatników nie biorą pod uwagę pośrednich konsekwencji kierunku polityki, która zakłada zwiększanie wydatków publicznych. Z drugiej strony ci, którzy oszczędzają, optują za długoterminowym wzrostem gospodarczym. Oszczędności przeznaczane są na fundusze inwestycyjne prywatnych uczestników rynku w drodze wolnych umów. Oszczędzający krytykują politykę zwiększania wydatków publicznych również w inny sposób: wydatki rządowe wypierają prywatne inwestycje, a publiczne inwestycje są daleko mniej efektywne od prywatnych. Wydatki publiczne zakłócają funkcjonujący aktualnie w gospodarce model inwestowania i generują poważne koszty na przyszłość.

Ignorowanie długoterminowych konsekwencji większych wydatków publicznych jest tym, co Hazlitt określił mianem złej ekonomii. Dobra ekonomia bierze pod uwagę nie tylko bezpośrednie i natychmiastowe skutki przedsiębranej polityki, kalkuluje także skutki pośrednie i długoterminowe. Podobne pojmowanie dobrej ekonomii doprowadziło Adama Smitha do krytyki finansowej nieodpowiedzialności rządów. W piątej księdze Bogactwa narodów stwierdził on, iż w ten sam sposób, gdy staje się to dla jednostki niezbędne, otwarcie i uczciwie deklarowane bankructwo ujmuje dłużnikowi najmniej honoru, ale jest i relatywnie mało krzywdzące dla wierzyciela. Honor państwa stoi zapewne na bardzo niskim poziomie, skoro dla ukrycia kompromitacji bankructwa ucieka się do sztuczek żonglerskich, o tyleż łatwych do przejrzenia, co niebezpiecznych.

Niestety, jak wskazuje Smith w kolejnym akapicie, wszystkie rządy, zarówno przeszłe, jak i obecne, stosowały i stosują sztuczki zamiast otwartego zmierzenia się z problemami wywołanymi przez finansową niefrasobliwość. Triki, o których pisał Smith, to cykle deficytów, zadłużania się i dewaluacji. Przedstawiciele klasycznej szkoły ekonomii oraz wielu dzisiejszych ekonomistów argumentuje, że w wyniku stosowania takich sztuczek konieczne jest nałożenie na rządy rodzaju kagańca, ograniczającego możliwość uciekania się do nich. Keynes oraz dzisiejsi kontynuatorzy jego toku myślenia zerwali z koncepcją ograniczania możliwości działania rządów. Zamiast tego, wspierali używanie przez rządy sztuczek, nawet w większym zakresie, przekonując do tego społeczeństwa i samych ekonomistów, by byli inżynierami społecznymi i mistrzami kuglarstwa. Z owego mistrzostwa wynikło tylko jedno bankructwo.

Jeśli wierzyć oficjalnym statystykom, Ameryka zadłużona jest na 16 bilionów dolarów. Jeśli weźmiemy pod uwagę międzypokoleniowe zadłużenie, które obliczył Laurence Kotlikoff, efekt jest przerażający nieco ponad 200 bilionów dolarów. To tego nawiązywał ekonomista Albert Hahn w swojej książce The Economics of Illusion. USA i Europa po II wojnie światowej skwapliwie korzystały z takiej ekonomii iluzji. Wielkość zadłużenia, jaką obliczył Kotlikoff nie powstaje z dnia na dzień. Wymaga dekad obietnic politycznych, za którymi stała jedynie wiara w to, że się ziszczą.

Zadaniem, którym obarczone zostało obecne pokolenie, jest posprzątanie finansowego bałaganu. Jedną z możliwości jest umorzenie długów. Biedni ludzie nie będą chcieli o tym mówić w obawie przed kontynuacją sztuczek żonglerskich. Dla większości z nas, żonglerka ta trwa przez całe życie. Jest to jednak kolejny przykład złej ekonomii. Być może umorzenie nie jest dobrym rozwiązaniem potrzebujemy odważnej, publicznej debaty nad odpowiedzialnością państwa i solidnego pieniądza. Musimy przemyśleć szkody, jakie wyrządzili mistrzowie kuglarstwa, autorytety publiczne oraz zastanowić się za Smithem nad rozwiązaniem, które ujmuje dłużnikowi najmniej honoru, ale jest i relatywnie mało krzywdzące dla wierzyciela.

Tłumaczył Tomasz Tokarski
www.pafere.org

Tekst ukazał się w grudniowym wydaniu magazynu The Freeman

 
 
2013-12-20 21:29
 Oceń wpis
   
Jaka recepta wydawać by się mogła najwłaściwsza dla gospodarki kulejącej od nadmiaru socjalizmu? Logika podpowiada, że powinien to być wolny rynek, kapitalizm, więcej wolności gospodarczej i mniej etatyzmu. Niestety, logika nie jest ulubioną dyscypliną polityków. Dla nich, recepta na kryzys brzmi: jeszcze więcej socjalizmu.

 

Ten sposób myślenia zaprezentował właśnie prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Najnowszy numer Tygodnika "Solidarność" publikuje wywiad z liderem największej partii opozycyjnej, aspirującej do przejęcia władzy w III RP. Wywiad nowi tytuł "Jesteśmy prosocjalni". W internecie znaleźć można fragment tego wywiadu, ale już on sprawia, że włosy jeżą się na głowie.

Co takiego mówi "Tygodnikowi Solidarność" Jarosław Kaczyński? Wypowiada się on m.in. na temat tzw. umów śmieciowych: "Umowy śmieciowe będą przekształcane w umowy o pracę". Ale to nie wszystko. Dalej prezes PiS stwierdza: "W Polsce mają być wyższe płace, mieszkania, praca i solidna polityka prorodzinna, oznaczająca przejmowanie części kosztów wychowania dzieci przez państwo".

Jednym słowem, prezes Kaczyński pragnie, aby wszyscy byli piękni, zdrowi i bogaci. Niby niczego złego w tym nie ma, problem polega jednak na tym, że aby owe postulaty zrealizować konieczna jest dalsza fiskalizacja i wzrost podatków. Oczywiście słowa prezesa PiS traktować można jako pustosłowie, za którym nie kryje się żadna treść, niemniej nie sposób na nie nie spojrzeć pod kątem ich walorów edukacyjnych, a właściwie antyedukacyjnych. Do społeczeństwa, zamiast przekazu odwołującego się do ludzkiej odpowiedzialności i pracowitości idzie następujący: "my wam damy za darmo". Szkoda, że Jarosław Kaczyński nie dodaje, że to, co jedni dostaną "za darmo", inni będą musieli w pocie czoła wypracować.

Prezes największej partii opozycyjnej mówi o planach legislacyjnych swojego ugrupowania, dotyczących wspomnianych już "umów śmieciowych". Na pytanie, co PiS zamierza w tej sprawie zrobić, odpowiada: "Projekt przedstawimy w połowie lutego. To nie będzie przekształcanie z dnia na dzień, ale w stosunkowo krótkim czasie i dalsze zatrudnianie w oparciu o umowy cywilnoprawne stanie się trudne. Powinno być ono wyjątkiem, a nie regułą. Przestanie się też opłacać, bo umowy cywilnoprawne zostaną ozusowane. Kieruje nami poczucie solidarności z pracownikami. Jest oczywiście część społeczeństwa głównie ludzi młodych która uważa, że lepiej teraz na rękę dostawać więcej pieniędzy i lepiej nie płacić ZUS. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że wycofywanie się z wielkiego osiągnięcia wieku XX, jakim jest prawo pracy, oznacza po prostu regres cywilizacyjny".

Wygląda na to, że partia Jarosława Kaczyńskiego, aspirująca do przejęcia władzy po PO, ma Polakom niewiele do zaproponowania, przynajmniej w sferze gospodarczej, skoro "zdobycze socjalizmu" uważa ona - a w każdym razie jej lider - za przykład postępu cywilizacyjnego. Za podsumowanie niech posłuży komentarz jednego z czytelników portalu wpolityce.pl, jaki zamieszczony został pod informacją o wywiadzie prezesa PiS dla "TS":

"Ale ja nie chcę umowy o pracę! Panie Kaczyński, lubię Pana ale proszę nie uszczęśliwiać na siłę. Proszę nie gadać tego typu banałów bo w ten sposób narobi sobie Pan wrogów nie tylko wśród przedsiębiorców (chociaż niedługo pewnie będzie ich można policzyć na palcach jednej ręki) ale głównie wśród pracujących na owych "śmieciowych" umowach. Ja nie chcę płacić na NFZ - wolę kulturalnie ubezpieczyć się prywatnie. Nie chcę płacić na ZUS - wolę sam sobie odłożyć. Nie chcę waszego uszczęśliwiania na siłę!".


Paweł Sztąberek
 
 
2013-12-19 21:09
 Oceń wpis
   

W czasie, gdy opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych koncentruje się na zamieszaniu wokół wejścia w życie ustawy o opiece zdrowotnej (Affordable Care Act), pewien mężczyzna po cichu rewolucjonizuje amerykańską służbę zdrowia. Dr Keith Smith, założyciel Surgery Center of Oklahoma (SCO) umożliwił działanie sił rynkowych w sektorze medycznym poprzez umieszczenie cen swych usług w internecie (....).

Czy ten człowiek ocali służbę zdrowia?....

 
 
2013-12-19 15:47
 Oceń wpis
   

Wolny rynek to demokracja konsumentów - pisał przed laty w książce "Interwencjonizm" klasyk gospodarczego liberalizmu, Ludwig von Mises. Maksyma ta pozornie może wydawać się dziś nieco przestarzała, zwłaszcza w świecie wielkich koncernów o zasięgu globalnym.

Władza tych koncernów wydaje się dziś ogromna. Często są one powiązane ze światem polityki i wywierają na niego potężny wpływ, kreują trendy, narzucają standardy technologiczne i przeznaczają olbrzymie pieniądze na reklamę mającą przekonać konsumenta do tego, że ich produkt jest najlepszy i niezbędny do funkcjonowania, niczym lek ratujący życie. Konsument wydaje się bezwolnym pionkiem niemającym na nic wpływu, a jedynie skazanym na to, co wielcy gracze różnymi, mniej lub bardziej podstępnymi metodami, mu wcisną.....

Czy rząd może zastąpić wolny rynek?....

 
 
2013-12-06 19:32
 Oceń wpis
   
Ostatnie stwierdzenia Papieża Franciszka, zawarte w jego Adhortacji Apostolskiej Evangelii Gaudium, odczytane zostały jako wezwanie do wyboru systemu gospodarczego trzeciej drogi, nadzorowanego przez ekspertów i ludzi dobrej woli: Rozwój sprawiedliwości wymaga czegoś więcej niż wzrostu gospodarczego, chociaż go zakłada; wymaga decyzji, programów, mechanizmów i procesów specyficznie ukierunkowanych na lepszą dystrybucję dochodów, stwarzanie źródeł zatrudnienia, i integralną promocję ubogich, która  wykracza poza zwykłą dobroczynność.

Franciszek nie nawołuje do uspołecznienia systemu gospodarczego i nie podaje żadnego kraju totalitarnego za przykład. Podkreśla, że Adhortacja nie jest to dokument społeczny i zaleca zapoznanie się z Kompendium nauki społecznej Kościoła jako podstawowym przewodnikiem do studiów i refleksji. Niemniej, jako że Papież, w Swej Adhortacji,  nie zawarł odniesień do punktu 42 Encykliki Centessimus Annus, Jana Pawła II, który sankcjonuje system wolnej przedsiębiorczości oparty na prawie szanującym godność ludzką, a także ze względu na fakt, że język Franciszka wydaje się być niekiedy wrogi wobec wolnego rynku, wielu ekonomistów chrześcijańskich i mędrców politycznych podniosło alarm (....
)

Papież Franciszek i ekonomiści...

 
 
2013-12-05 20:25
 Oceń wpis
   
Do końca roku przedłużony został termin nadsyłania prac do IV edycji konkursu Magister PAFERE, organizowanego przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE). Konkurs skierowany jest do absolwentów uczelni, którzy napisali swoje prace w latach 2010 - 2013. Podstawowy warunek: prace muszą przyczyniać się do rozwoju wiedzy na temat ekonomii wolnorynkowej i zrozumienia zależności pomiędzy etyką a gospodarką.


Nagroda główna w konkursie to publikacja zwycięskiej pracy w formie książkowej!

Dla laureatów przewidziano również nagrody finansowe.

Oto tematy tegorocznej edycji Magistra PAFERE:
1. Państwo opiekuńcze a rozwój gospodarczy.
2. Przedsiębiorczość jako fundament narodowego dobrobytu.
3. Prawo a gospodarka (ze szczególnym uwzględnieniem prawa własności, w tym intelektualnej).
4. Warunki i perspektywy rozwoju gospodarczego w kontekście stanu aktualnego i oczekiwanych zmian w Unii Europejskiej.
5. Źródła bogactwa i upadku narodów.
6. Internet, nowe media - rewolucja dla biznesu.

Prace nadsyłać należy na adres: konkurs@pafere.org  do 31 grudnia 2013 roku.

Szczegóły na temat konkursu....

 
 


Najnowsze komentarze
 
2016-09-29 16:13
ela.n1 do wpisu:
Wraca temat tak czy nie dla euro
nigdy
 
2015-02-12 09:34
wispawel12 do wpisu:
Kapitalizm pomaga ubogim!
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 
2015-02-12 09:30
wispawel12 do wpisu:
Obecny system emerytalny jest nie do utrzymania
Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie czekaj zgłoś się już dziś!!!Przyjmujemy zgłoszenia od[...]
 



 
 



Kategorie Bloga
 
Gospodarka